Blog

Na konferencjach (wszelkich, nie tylko organizowanych przez Polrisk) mamy zwykle krzywą Gaussa, jeśli chodzi o poziom wystąpień – większość przeciętnych, jedno zupełnie beznadziejne i jedno lub dwa, które na długo zostają w pamięci. W tym roku warto było wydać kilka(set) złotych głównie po to, by zobaczyć dwie prezentacje.

 

Pierwszego dnia z przyjemnością wysłuchałem prezentacji pana Tomasz Gasińskiego z DNV o zarządzaniu ryzykiem w ujęciu zrównoważonego rozwoju. Bardzo dobrze wykorzystany motyw przewodni i kilka trafnych case’ów (niestety negatywnych; niestety, bo wciąż łatwiej ryzykiem straszyć). Ludzie zdecydowanie lepiej przyswajają fabułę, niż suche fakty. Dobre było to, że bardzo mało było w tym wystąpieniu sprzedaży „wprost”, a więcej zasygnalizowania potencjalnych problemów i refleksji „czy można było tego uniknąć?” Dodatkowy plus za poczucie humoru: „Nie, dziękujemy! Jesteśmy zajęci naszym biznesem” oraz „George Bernard Shaw pracował w DNV” – kto był, ten wie :)

Drugiego dnia pozytywnie zaskoczyła mnie pani Ewa Szpakowska, która opowiedziała o wdrożeniu ERM w grupie Energa. Spóźniłem się na początek (żałuję), ale ostatnie 20 minut wystarczyło, by docenić ten projekt. Spodobało mi się zdroworozsądkowe podejście: poprawne delegowanie odpowiedzialności, wykorzystanie doświadczenia konsultantów zewnętrznych, minimalizowanie liczby zaangażowanych osób w Grupie i spółkach zależnych, wykorzystanie kontekstu organizacji (np. zsynchronizowanie procesu zarządzania ryzykiem z cyklem budżetowania). Przy okazji warto odnotować dwie informacje praktyczne: Energa przeprowadza analizę ryzyka metodą ekspercką (kolejny raz potwierdza się, że w biznesie dominują metody jakościowe) i nie korzysta ze specjalizowanego narzędzia (wystarczy zestaw exceli plus odpowiednia struktura uprawnień).

Kilka ciekawych spostrzeżeń na temat zarządzania ryzykiem pojawiło się również w trakcie paneli dyskusyjnych, między innymi:

  • w warunkach polskich ryzyko strategiczne jest najczęściej niedoszacowane, a niesie ze sobą największy potencjał strat,
  • obecnie nie ma atmosfery, która nagradza corporate governance lub zarządzanie ryzykiem,
  • decydentów najlepiej przekonać do zarządzania ryzykiem strasząc – niestety wciąż łatwiej jest pokazać negatywne skutki niedostatków zarządzania ryzykiem, niż korzyści dojrzałego ERM,
  • towarzystwa ubezpieczeniowe nie dostrzegają znaczącej wartości w samym ERM i samo posiadanie systemu zarządzania ryzykiem nie zmniejszy składki ubezpieczeniowej; mogą ją natomiast zmniejszyć posiadane środki kontroli (i jest to pośrednia korzyść ERM).

Stali bywalcy twierdzą, że konferencja urosła dwukrotnie w ciągu ostatnich kilku lat… Największy tłum dało się zaobserwować w trakcie prezentacji Jamesa Lama – około 60 managerów ryzyka to chyba jednak wciąż mało w trzydziestoośmiomilionowym kraju. Mimo wszystko warto było pojawić się na konferencji, nawet na dwa dni. Mam nadzieję, że cały tydzień był równie ciekawy.